Stół - Marta Horbal

- Zuza nadal nie ma dzieci, więc będę pilnować cudze – oznajmiła matka.

- Przecież ja też nie mam – wypalił z marszu. - Obydwoje nie mamy.

- Tak, synku, ale…

- Nie, mamo. Obydwoje.

- No tak. Zapomniałam, że jesteście tacy sami.

„Stół” to jedna z tych historii, która oślepia bez sięgania po najcięższe działa. Bez robienia hałasu, moralizatorstwa i przeciągania liny na swoją stronę osiada na dnie duszy i potrafi wrócić ze zdwojoną siłą nawet po wielu tygodniach od skończonej lektury. Nieoczywista, bazująca na fundamencie tematu znanego wszystkim od podszewki. Czy można powiedzieć jeszcze coś nowego o kwestii przerabianej na licznych lekcjach języka polskiego, historii i wiedzy o społeczeństwie?

Pewnie nie, ale z całą pewnością każde kolejne pokolenie może próbować reinterpretować wszelkie napotkane świętości i definicje po swojemu i dobrze, że tak właśnie jest. Buntownicy zwykle stoją jednak na wysokich fasadach, głośno wykrzykując swoje hasła, by zostać usłyszanym. Marta Horbal znalazła swoje miejsce gdzieś pośrodku i to w dodatku bardziej jako spokojny obserwator niż nieposkromiony wywrotowiec istniejącego ładu. Być może to znak naszych czasów, że to, co szokujące już się przejadło i nie ma mocy dawnego oddziaływania. Dzisiaj, aby dotrzeć do odbiorcy trzeba mówić szeptem, powoli odkrywając karty, dozować świadomie napięcie. Autorka zaskakuje dojrzałością i celnością swoich spostrzeżeń, co zdumiewa w przypadku tak młodej debiutantki.

Moją uwagę zwróciła nie tylko precyzja, z jaką Marta Horbal posługuje się językiem, ale i fakt, że dzięki jakości tej prozy kontakt z tą książką staje się wymagającą erudycji przyjemnością. „Stół” jest powieścią statyczną i z pewnością wymaga większej atencji ze strony czytelnika. Nie trafi do tych, którzy boją się zmian i mają zamknięte umysły. Trzeba ją czasem odłożyć, przemyśleć kawałek własnego życia i dopiero pójść dalej. Cenię autorkę za odwagę ukazania naszej polskiej rzeczywistości bez drwin i gry na najprostszych emocjach. Literacka podróż z tą debiutantką jest bolesnym wyznaniem grzechów i zaniedbań zgromadzonych przez całe lata. Sądzę, że w zależności od wieku, posiadanych doświadczeń, a nawet miejsca zamieszkania może być różnie odebrana. To, że jest tak różnorodna kulturowo cenię w niej najbardziej. Zaskakujące zakończenie dopełnia całości i sprawia, że satysfakcja z tego spotkania znacząco wzrasta. Nie wiem, czy rozwiązuje wszystkie problemy, ale z pewnością jest wyrazem szerokiego horyzontu piszącej. Mam nadzieję, że Marta Horbal nie poprzestanie na tej jednej historii. Jeśli młode pokolenie ma taką moc, niech zasypie rynek wydawniczy jak najprędzej.


Komentarze

  1. Mnie już zachęcać nie trzeba. Podoba mi się to, że w książkach każdy patrzy na coś innego, coś co jemu wydaje się istotne. Dlatego możemy interpretować każda historię na swój sposób. To jest piękne :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Manifest Bloga Pod Małym Aniołem

Gdzie śpiewają raki - Delia Owens

Wielka Panda i Mały Smok - James Norbury

Córy ziemi - Alaitz Leceaga

Córka fałszerza - Joanna Jax

Milcząc jak grób - Małgorzata Rogala

Miedziany listek - Emilia Kiereś

Nasze niebo - Sylwia Kubik

Dam ci to wszystko - Dolores Redondo

Fatalne zauroczenie - Elżbieta Gizela Erban