Dziewczyna z jeziora - Joanna Parasiewicz
Nie ma żadnych dowodów, że faktycznie jest czego szukać, za to są domysły, hipotezy, kolejne teorie i nowe tropy, co w zupełności starczy, aby rozpalić wyobraźnię i wabić kolejnych śmiałków, trochę jak El Dorado, Święty Graal czy skarb templariuszy.
To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Joanny Parasiewicz, ponieważ wcześniej patronowałam Jej wyśmienitej powieści „Dziewczyna z sierocińca”.
Są kwestie, które w kontakcie z tą prozą zaskakują i takie, które można uznać za konstans.
Do tych drugich - niezmiennych i pewnych można zaliczyć umiejętność władania bardzo dobrą polszczyzną oraz pojemną wyobraźnię, dzięki której Parasiewicz potrafi nie tylko modelować różne światy i sylwetki, ale i czynić z nich coś więcej niż wielokrotnie powtarzane przez innych słowa utrwalone na papierze. W przekazie tej autorki jest coś subtelnego i ulotnego, co sprawia, że czas mija, a przesłanie zawarte w książce pozostaje w sercu. Zadziwia za to odwaga w sposobie realizacji pomysłów i kierowanie się własnym gustem, a nie modą aktualnie panującą wśród autorów na podejmowanie konkretnych tematów. Za każdym razem, kiedy sięgam po nowy tytuł Parasiewicz nie potrafię przewidzieć, gdzie zaprowadzi mnie tym razem. Znam trendy, ale nie jestem w stanie domyślić się, jak zinterpretuje je ta twórczyni. Myślę, że takiej powieści jak „Dziewczyna z jeziora” dawno nie było na polskim rynku wydawniczym. Odważna i niezależna - to pierwsze, co przychodzi mi do głowy, by dobrze ją opisać. Wiem, że spodoba się osobom wrażliwym, potrafiącym odbić się od codzienności i tego co namacalne i proste w odbiorze. Ta historia nie posiada prostego przekładu, niczego nie będzie tłumaczyć i rozkładać na części pierwsze. Gdybym miała podsumować ją jednym zdaniem zacytowałabym „Romantyczność” Adama Mickiewicza - „Czucie i wiara silniej mówi do mnie, Niż mędrca szkiełko i oko”.
„Dziewczyna z jeziora” nie jest prosta do sklasyfikowania. Określona przez wydawcę jako thriller moim zdaniem znacznie wykracza poza ramy tego gatunku. Oparta na bazie legendy o Pannie z Mokradeł krążącej po Mazurach jest współczesną, bardzo poetycką wiwisekcją ludzkiej natury. Mierzy to, co zdaje się być niezmienne od wieków- głupotę, chciwość, potrzebę kontroli i dominacji oraz pychę. Nie opiera się na prostym schemacie jednej linii czasowej mającej miejsce w latach 60-tych ubiegłego wieku, tylko spogląda daleko za siebie, by umotywować to, co pozornie niewytłumaczalne. Jestem niezwykle czuła na piękno przyrody w literaturze, więc potrafię docenić zabiegi autorki, które z Mazur uczyniły pełnoprawnego bohatera tej powieści.
Joanna Parasiewicz jest mistrzynią powolnego budowania klimatu. Nie stawia na szybki efekt, ponieważ zdecydowanie bardziej woli najpierw nawiązać wieź z czytelnikiem, opleść go stopniowo klimatem i zdobyć jego zaufanie, by później dać mu wolność interpretacji finału.
Wie, że to detale decydują o wiarygodności i rozpoznawalności Jej prozy. Jeśli, ktoś potrzebuje skrupulatnych odpowiedzi i prowadzenia na rękę, zawiedzie się srodze.
W „Dziewczynie z jeziora” chodzi o coś więcej niż to, co widzimy i jesteśmy w stanie dotknąć i konkretnie nazwać. Pytanie tylko, czy potrafimy jeszcze zaufać intuicji i zanurzyć się w świecie, w którym należy wyłączyć myślenie?

Komentarze
Prześlij komentarz