Żądło - Paul Murray
Chyba każdy tego chce, prawda? Być jak wszyscy inni. Ale nikt nie jest jak wszyscy inni. To jedno nas łączy.
„Żądło” jest powieścią, na którą czeka się miesiącami i której nie można zapomnieć długo po zakończeniu lektury ostatniego rozdziału, jednak bardzo trudno jest wskazać na czym dokładnie polega jej fenomen. Teoretycznie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Opowiada o rodzinie - dwa plus dwa, wiodącej dostatnie życie w irlandzkiej posiadłości należącej do nich już od poprzedniego pokolenia. Jest pięknie, blisko natury, ale w obrębie najlepszych osiągnięć cywilizacji. Pani domu zamawia luksusowy stół zgodny z aktualną modą, a jej najbardziej skomplikowanym obowiązkiem jest uczestnictwo w zebraniach lokalnej społeczności, na których gromadzą się kobiety o podobnym statusie materialnym. Dzieci doskonale wpisują się w ten obrazek, a mąż prowadzi biznes odziedziczony po ojcu, który emeryturę postanowił spędzić w cieplejszym zakątku świata.
Tak sytuacja wygląda z daleka, jednak po przekroczeniu progu tego domu szybko orientujemy się, że jest zgoła inaczej.
Rozkład rodziny jest powolny, bolesny i dotyczy wszelkich pięter tej społecznej budowli. Czy zawsze chodzi tylko o pieniądze, czy to jedynie ich brak lub nadmiar unaocznia problemy, toczące się w tle?
Każde z nich ma w „Żądle” swój czas i udziela mu się prawa głosu tak długo, jak tego potrzebuje. Myślę, że taki sposób prowadzenia narracji musiał być niezwykle trudny do zrealizowania, jednak to w znacznej mierze dzięki temu zabiegowi otrzymujemy wielowymiarową i spójną historię. Jej autentyzm jest niezaprzeczalny, a współodczuwanie wyrażonych emocji przenosi się na głębszy i bardziej refleksyjny poziom. Paul Murray sięga głęboko do świadomości swoich bohaterów, stawia przed nimi zadania dotyczące nie tylko teraźniejszości, ale przede wszystkim przeszłości. Uświadamia, jak wiele przekazujemy kolejnym pokoleniom bez jasnego udziału świadomości, dając bezwiednie świadectwo tego, co nas spotkało. Odpowiedź na podstawowe pytania, takie jak, kim naprawdę jesteśmy, ile znaczymy dla siebie samych i innych ludzi, czy to, jak określamy swoją tożsamość płciową jest niezbędne, by wskazać sens egzystencji.
Nie wiem, czy pojedynczy głos płynący z tej rodziny miałby tak dużą moc jak ich zestawienie. Rozumiem jednak, że to ta polifoniczna siła przeciwstawnych czasami odczuć daje tej powieści moc tsunami, podcinającego czytelnikowi własny ogląd sytuacji. To jak z pojedynczymi falami, które same nic nie znaczą, ale w połączeniu z innymi zyskują na znaczeniu i mogą wytyczyć nowy bieg zdarzeń. Jest wiele opowieści o rodzinach, sag, zapisanych w kanonach literatury jako istotne. Sądzę, że „Żądło” dołączy do nich jako odważny głos pierwszej dekady XXI wieku. Bezwzględna w ocenie kondycji jednostki i całego społeczeństwa opowieść ma w sobie niezwykłą czułość i psychologiczną głębię. Jej czarne poczucie humoru, ironia i umiejętne żonglowanie słowem idealnie dopasowane do wymagań, które stawia nam współczesność daje poczucie zrozumienia i jedności z dziełem.
Na szczególną uwagę zasługuje wybitny przekład Łukasza Witczaka. Tłumaczenie „Żądła” było trudnym zadaniem nie tylko ze względów czysto technicznych takich jak stosowanie zaimków ich/ona/ono w odniesieniu do osób transpłciowych, ale i częściowego braku znaków interpunkcyjnych. Jak trudne to zadanie może wiedzieć tylko ten, kto kiedykolwiek borykał się z takim tekstem.
Podsumowując, „Żądło” jest lekturą na wysokim poziomie literackim, przerażająco dosadną i bezkompromisową. Niech zostanie po nas dla tych, którzy kiedyś nadejdą.

Dzień dobry.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że to tak dobra lektura.
Miłego dnia 😊