DJ Bambi - Olafsdottir Ava Audur

 

Nikt nie jest na tyle silny, by móc żyć bez oszukiwania samego siebie.

W 2015 roku ukazał się film pod tytułem „The Danish Girl” („Dziewczyna z portretu”), który zrobił na mnie ogromne wrażenie i którego treści nie jestem w stanie zapomnieć mimo upływu lat.

Obraz brytyjsko-amerykańskiej produkcji w reżyserii Toma Hoopera został zainspirowany życiem duńskiego malarza Einara Mogensa Wegenera. Einar, a właściwie to Lili Elbe zapisała się na kartach historii jako jedna z pierwszych transpłciowych kobiet, które przeszły udokumentowaną operację korekty płci. Proces ten był niezwykle bolesny, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. To właśnie wtedy dotarło do mnie, jak wiele cierpienia muszą znieść osoby uwięzione nie w swoim ciele.

Lili Elbe odeszła 13 września 1931 roku, więc mogłoby się wydać, że w ciągu tych prawie stu lat świat nauczył się rozumieć, akceptować i wspierać takie osoby jak Ona. Można przecież bez wątpienia powiedzieć, że operacje zmieniające fizycznie płeć są dużo bardziej bezpieczne i przede wszystkim nie stanowią już tak ogromnej niewiadomej dla lekarzy. Lili zmarła rok po operacji. Wiedziała, jak wiele ryzykuje, jednak ból istnienia w nieswojej postaci był nieznośny.

Czy to, że aktualnie sytuacja medyczna zdaje się być o niebo lepsza zamyka problem? Czy osoby trans w innych dziedzinach też doznały tak znaczących udogodnień i mogą być w pełni szczęśliwe bez oglądania się na innych?

„DJ BAMBI” rozwiewa wszelkie wątpliwości.

Auður Ava Ólafsdóttir, autorka „DJ BAMBI” jest islandzką poetką i dramaturzystką i sądzę, że bardzo wymownie i wielowymiarowo udało się jej przedstawić sytuację takich ludzi. Co więcej, użyła swoich umiejętności precyzyjnego i plastycznego posługiwania się językiem, by ta niewielka powieść stała się jedną z najbardziej przejmujących historii, które przeczytałam.

„DJ BAMBI” cechuje oszczędność słów. Pewnie ten fakt sprawił, że każde z nich tak wiele znaczy i tak długo wybrzmiewa mi w głowie. Główna bohaterka, będąca już w dojrzałym wieku, marzy o tym, aby wreszcie móc stać się sobą. Od kilku lat czeka na telefon ze szpitala, by dzięki pracy chirurgów jej psychika mogła połączyć się z ciałem w jedno zgodne istnienie. Brak zrozumienia wśród większości bliskich jest dla mnie szokujący i poddaje w wątpliwość sens istnienia rodziny, jako podstawowej macierzy człowieka. W tej książce nie ma spektakularnych gestów, manipulacji czytelnikiem, by wywrzeć na nim określone wrażenie. Jest za to codzienność, zwyczajne sprawy, które jak puzzle składają się na cały obraz sytuacji. Auður Ava Ólafsdóttir szuka w swojej książce wsparcia w świecie zewnętrznym. Opisuje miejsce zamieszkania, porządek pożycia z sąsiadami. Tworzy klimat pokazując przyrodę i zwierzęta walczące z ludźmi o prawo do utrzymania swojego terytorium. Uważny obserwator szybko orientuje się, jak ważna jest ich rola w tej opowieści i jak blisko im do osób, które niczym mewy muszą rozpościerać szeroko skrzydła i trzepotać nimi aż do utraty sił, by mogły być zauważone. One nie mają prawa głosu, nie mogą formować swoich potrzeb w słowa, by zyskać zrozumienie. Czy to wystarczy, by pomijać ich głos?

„DJ Bambi” łamie serce, nie jest jednak pozbawiona czułości i miłości. Jest jak list w butelce, który ma kiedyś trafić do kogoś, kto wreszcie zrozumie i otoczy dobrą myślą. Nie jestem pewna, czy ta powieść znajdzie społeczne zrozumienie, czy jesteśmy WRESZCIE gotowi na przyjęcie inności. Jest cicha i prosta w konstrukcji. Dla mnie to mistrzostwo przekazu i wzór, jak należy mówić o sprawach najtrudniejszych.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Naznaczony - Robert Galbraith

Miedziany listek - Emilia Kiereś

Enola Holmes. Tom 3. Sprawa złowieszczych bukietów - Nancy Springer

Żądło - Paul Murray

Dziewczyna z jeziora - Joanna Parasiewicz

Sztorm - Daria Kaszubowska / SAGA KASZUBSKA tom. 1

Krzywy kościół - Karin Lednicka

Profilerka - Grażyna Molska

Nasze niebo - Sylwia Kubik

Morderstwa w Somerset - Anthony Horowitz