Morderstwa w Somerset - Anthony Horowitz
Literatura naśladuje doświadczenia życiowe - trwamy w napięciu, w dwuznacznych sytuacjach, które przez pół życia staramy się rozwikłać, i pewnie dopiero na łożu śmierci zdołamy poczuć, że w końcu wszystko to ma jakiś sens. Tymczasem dobry kryminał zawsze dostarcza nam poczucie spełnienia.
„Morderstwa w Somerset” to nie jest typowy współczesny kryminał napisany jedynie dla rozrywki, po który sięga się w najnudniejszych chwilach swojego życia, by zabić wlokący się czas.
W tej powieści umiera za to coś innego, a mianowicie nasze przekonanie o tym, że w tym gatunku powiedziano już wszystko i teraz spacerujemy jedynie po dobrze utartych ścieżkach prowadzących do tych samych co zwykle wniosków i doskonale przećwiczonych rozwiązań.
To wielopoziomowa konstrukcja- książka w książce błyszcząca inteligencją i tropami przeznaczonymi do rozwiązywania we własnym umyśle. Konia z rzędem temu, kto nie przegapi wszystkich niuansów i dyskretnych podpowiedzi!
Nie jestem w stanie określić, dlaczego nie znam książek tego autora i jakim cudem nie są one na liście bestsellerów w każdej księgarni. Nie wierzę, że polscy czytelnicy nie potrafią docenić takich powieści!
Anthony Horowitz akcję „Morderstw w Somerset” umieścił w dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwsza z nich dzieje się aktualnie w samym sercu Wielkiej Brytanii. W Londynie znajduje się bowiem wydawnictwo współpracujące z poczytnym autorem, który po latach bezowocnych prób przeistacza się z biednego nauczyciela w zamożnego pisarza realizującego swoje kolejne zachcianki. Alan Conway, czyli twórca detektywa Atticusa Punda, nie tylko nie jest łatwym człowiekiem, ale i ma dość specyficzny stosunek do własnej twórczości i odbiorców. Otóż gardzi nimi wszystkimi. Absolwent literatury angielskiej zdaje sobie doskonale sprawę z faktu, że sławę i majątek przyniosły mu kryminały, a nie wysublimowane dzieła skierowane do erudytów o czym od zawsze marzył.
Pecunia non olet (pieniądze nie śmierdzą) to zasada, której zmuszony jest hołdować podczas pracy nad każdym kolejnym tomem przygód Atticusa. Poznajemy je stopniowo podczas lektury książki i to właśnie one stanowią drugą linię czasową „Morderstw w Somerset”. Tym razem przenosimy się do lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia i poruszamy w obrębie niewielkiej społeczności Saxby-on-Avon, czyli wsi, która jest zawsze cicha, a jej uliczki są puste. Morderstwa, których tam dokonano stanowią doskonałe tło dla współczesnych londyńskich wydarzeń, splatając się ze sobą w jedną zgrabną całość.
To, co najważniejsze, osobą, na barkach której spoczywa ciężar opowiedzenia nam całej historii jest redaktorka prowadząca powieści Alana Conwaya. Po pierwsze, jestem pod ogromnym wrażeniem, jak płynnie została przeprowadzona ta narracja. Rzadko zdarza się, aby mężczyzna tak wiernie potrafił oddać kobiecą naturę, jej sposób rozumowania, czy wyrażania myśli w pierwszej osobie. Często, szczególnie w kryminałach, kobiety rysowane są grubą, przesadną kreską, jakby piszący sądzili, że szkoda czasu na wgłębianie się w meandry żeńskiej psychiki. Co więcej, tworząc postać Susan Ryeland Horowitz otworzył sobie drzwi, aby swobodnie wyrazić opinię na temat swojego zawodu, czytelników i całego rynku wydawniczego:
Z doświadczenia wiem, że o
martwych pisarzach zapomina się błyskawicznie. Nawet ci żyjący z trudem walczą
o miejsce na pólkach czytelników- nazbyt wiele jest nowych książek, a za mało
półek.
„Mordestwa w Somerset” mogą pochwalić się dobrym poziomem intelektualnym nie tylko polegającym na interesującym łączeniu ze sobą dwóch powieści w jedną, co nie jest może zabiegiem wybitnie innowacyjnym, ale z pewnością trzeba mieć określone predyspozycje, by podjąć ten rodzaj gry z czytelnikiem. Forma powieści szkatułkowej jest w moim odczuciu niezwykle wymagająca i trzeba wykazać się sporą wyobraźnią, skrupulatnością oraz pracowitością, by dojść do obranego celu. Anthony Horowitz może poszczycić się wysokiej klasy kompetencjami językowymi i obyciem w temacie historii literatury. Duch tej powieści namaszczony jest klimatem Golden Age (Złoty czas) brytyjskich kryminałów i chociaż jeden raz nie jestem rozczarowana reklamą z okładki mówiąca, iż Anthony Horowitz jest „Agathą Christie XXI wieku”. Nie jestem pewna, czy aż tak dosłowne porównania potrzebne są temu autorowi. „Morderstwa w Somerset” bronią się same.

Komentarze
Prześlij komentarz