Bubka - Julia M. Maj
Gdyby zapytać Bubkę, czy chce, aby napisano o niej jakąkolwiek książkę, powiedziałaby, że absolutnie nie.
Kłamałaby.
Czasami mówimy: ”Zrób wreszcie coś szalonego” albo „Wprowadź do swojego życia trochę koloru”, jednak większość z nas pozostaje przy dobrze znanych schematach. Zwykle wolimy powtarzać te same słowa, czynności i gesty, bo to daje nam poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Możemy marzyć o zmianie koloru włosów, podróżach, nauce języka obcego, czy wielu innych rzeczach, jednak brakuje tej ostatecznej kropki nad „i”, by podjąć kluczowe decyzje. Wygodniej jest za czymś tęsknić niż narażać się na zmiany, które poddadzą nas wielu próbom i Bóg jeden wie, jak by się mogły skończyć!
Ze stagnacji może wyrwać nas już tylko cud albo przypadek.
Właśnie o tym jest „Bubka”. Mało tego, założę się, że wszyscy nią jesteśmy po trochu.
Lektura „Bubki” jest niezwykle zaskakującym przeżyciem. Początkowo nie byłam pewna, czy autorka ze mnie nie kpi, czy cała Jej opowieść nie jest żartem z czytelnika. Przywykłszy do konwencji tej historii zorientowałam się, że Julia M. Maj z każdą kolejną stroną buduje własne uniwersum i robi to zupełnie na poważnie, ale w swoim tempie i takim też stylu. Świat, który istnieje praktycznie za rogiem - dobrze znany, bliski i swojski klimat, którego nie trzeba zbyt długo tłumaczyć zamknięty został na terenie mazurskich przedmieść. To właśnie tam mieszka dziewczyna tak nieciekawa, że nikt nie pamięta jej imienia. A Bubka jest inna niż by się mogło zdawać - warta uwagi, przyjaźni i nawet księcia na białym koniu, chociaż nikt o tym jeszcze nie wie. Właściwie to ktoś o tym wie, ale niestety jest wężem i tylko na kartach powieści oddano mu głos. Czy do szczęścia trzeba czegoś więcej niż spokojna egzystencja i dobra relacja z wężem? Czy zawsze trzeba stanąć na palcach, wciągnąć brzuch i pilnować, by podobać się innym? Czy warto się starać, aby wszyscy znali nasze imię?
Bubka zmienia kolor włosów na różowo i podejmuje szereg decyzji, bo w takiej sytuacji ją postawiono. Nie planowała tego latami, nie miała żadnego planu wypracowanego na podstawie głębokich refleksji. Reaguje na to, co przynosi los i finalnie uczy, by doceniać swoją codzienność.
Julia M. Maj nie oszczędza swojej bohaterki, naraża ją na śmieszność, żałobę i rozczarowanie ludźmi, jednak w tym wszystkim udaje się jej zbudować intymną wieź z czytelnikiem, która otula jak ciepły szalik w kolorowe paski w środku zimy. Nim się zorientujemy, irracjonalny żart zamienia się w ciepłą opowieść o odwadze i uroku tego, co zwykłe i przyziemne.
„Bubka” określona jest jako czarna komedia, jednak mnie bardziej kojarzy się z bajką terapeutyczną dla dorosłych. Meryl Steep powiedziała, że kiedyś, gdy wchodziła do pomieszczenia martwiła się, co powiedzą inni i czy będą darzyć ją sympatią. Teraz martwi się tylko o to, czy to ona ich polubi. Myślę, że to najlepsza parafraza tej powieści. Ta książka zapada w pamięć i zostaje w mojej biblioteczce. Założę się, że nie jeden raz do niej wrócę.

Komentarze
Prześlij komentarz