Wielka Panda i Mały Smok - James Norbury

„Wielka Panda i Mały Smok” to niewielkich rozmiarów książeczka, wydana z ogromnym szacunkiem do tego, który po nią sięgnie. Płócienny, czerwony grzbiet ociepla prostą grafikę, a twarda oprawa i dodatki w kolorze rose gold (błyszcząca czcionka na okładce, wstążeczka) podkreślają szlachetność tego wydania. Jakby ten literacki przyjaciel od pierwszego momentu spotkania chciał powiedzieć, że jesteśmy ważni i godni uwagi. To wzrusza szczególnie mocno, gdy najpierw skierujemy swą uwagę na posłowie. James Norbury jest osobą, której udało się przekuć swoje smutki i słabsze dni w coś naprawdę dobrego i wyjątkowego. Pod wpływem przypadkowo odkrytej publikacji o buddyzmie dołączył do grupy Samarytan i jak sam mówi, odbierał telefony od ludzi, którzy czuli się samotni, trwali w lęku i depresji. Pandemia sprawiła, że niesiona przez niego pomoc nie mogła przybrać takiej formy, o jakiej marzył, dlatego postanowił namalować serię ilustracji przekazujących budujące idee.

To pierwsza książka tego typu, która mnie ujęła i sprawiła, że zapragnęłam poświęcić jej całkowicie swoją uwagę. Przeczytałam dwukrotnie, zastanawiając się, dlaczego tym razem jestem na tak, podczas gdy zwykle podobne publikacje wzbudzały jedynie moją irytację i zniecierpliwienie. Czy to ja się zmieniłam, czy też może to właśnie budujący tekst wsparty ciekawą szatą graficzną jest na tyle uniwersalny w swej prostocie, że i ja uległam jego kojącej magii?

Sądzę, iż należy zauważyć, iż pomysły, na których bazuje ta historia nie są niczym nowym i bez zastanowienia jestem w stanie przywołać chociaż jedną powieść o podobnej strukturze. Przyjaźń łącząca dwoje ludzi/zwierząt jest doskonałym tłem do wplecenia złotych myśli i górnolotnych maksym, a jeśli dodamy do tego podział ich wspólnej drogi na cztery pory roku to pozornie otrzymamy bardzo wtórny produkt, od którego raczej wolelibyśmy trzymać się z daleka. Jak więc udało się autorowi uzyskać tak spektakularny sukces? (Prawa do książki sprzedano do dwudziestu krajów).

Odpowiedź jest niezwykle prosta. Otóż, James Norbury tworzył z potrzeby serca, w efekcie prezentując nam nie "produkt", a emocjonalny, literacki otulacz. Sam tekst wzbudza pozytywne emocje, jednak tak jak wspomniałam już wyżej, podobne propozycje widzieliśmy już wielokrotnie. Moim zdaniem prawdziwa siła „Wielkiej Pandy i Małego Smoka” tkwi w niezwykle poruszających, pięknych ilustracjach. Jestem zwolennikiem teorii, że mniej znaczy więcej, a prosta kreska w połączeniu z ograniczoną paletą nasyconych barw i klasycznymi metodami pracy (atrament i akwarele) pozwolą na zbudowanie szczerej relacji z odbiorcą. Powrót do tego, co sprawdzało się przez wiele lat, a co zostało wyparte przez programy graficzne oraz obróbkę komputerową teraz powraca ze zdwojoną siłą. Tęskniąc za głębokimi i autentycznymi relacjami z drugim człowiekiem potrafimy WRESZCIE docenić jego pracę i emocje włożone w to, co przelał na papier.

Wierzę autorowi w jego przekaz, pozwalam się ponieść ciepłym wibracjom jego twórczości.

Nie jestem w stanie zgodzić się z tymi, którzy twierdzą, że ta książeczka jest dla każdego. Być może nie przypadnie do gustu osobom twardo stąpającym po ziemi, rozpędzonym, które znajdują się w dobrym momencie swojego życia. One najprawdopodobniej nie będą w stanie jej zrozumieć. James Norbury dedykuje ją wszystkim tym, którzy są zagubieni. Uważam, że to najcelniejsze określenie grupy docelowej tej historii. Otwarłabym jeszcze furtkę tym wszystkim, którzy łakną dialogu i pragną tworzyć ciepłe, pozytywne relacje - z sobą samym, innymi, a może nawet i całym światem.

Komentarze

  1. Zapowiada się ciekawie. Myślę, że mogłaby mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Manifest Bloga Pod Małym Aniołem

Gdzie śpiewają raki - Delia Owens

Córy ziemi - Alaitz Leceaga

Córka fałszerza - Joanna Jax

Milcząc jak grób - Małgorzata Rogala

Miedziany listek - Emilia Kiereś

Nasze niebo - Sylwia Kubik

Dam ci to wszystko - Dolores Redondo

Fatalne zauroczenie - Elżbieta Gizela Erban