Dam ci to wszystko - Dolores Redondo

Alvaro, niczym Jaś z baśni braci Grimm, zostawił dla niego okruszki chleba na ścieżce. Niektóre zabrały szczury, inne zjadły ptaki, jeszcze inne być może rozłożyły się na deszczu, na zawsze stapiając się z ziemią. Ale wierny swej pracowitej naturze, Alvaro zostawił dla niego setki, tysiące okruszków, w tym ten najważniejszy, ten, który pozwolił mu zauważyć pozostałe.

Dzieląc się swoimi przemyśleniami o konkretnych książkach staram się unikać zamykania myśli w słowach „genialna”, czy „wyjątkowa”. Tak ogólne pojęcia robią wrażenie tylko na pierwszy rzut oka, a przy bliższym spojrzeniu zwykle okazują się fasadą, za którą po prostu nic nie ma.

Tymczasem dzisiaj do głowy przychodzi mi przede wszystkim sformułowanie „mistrzowska”- równie ogólne i banalne, co wyżej wymienione przykłady. W odniesieniu do powieści „Dam ci to wszystko” jest to jednak najtrafniejsze i najbardziej szczere określenie na jakie mnie stać.

Dolores Redondo zbudowała historię liczącą ponad sześćset stron, co zawsze budzi moją obawę, czy uda się wytrwać w pełnym skupieniu i napięciu do samego końca. Jest tu sporo miejsca na niespieszne snucie opowieści i detale, które rozbudzają wyobraźnię i przygotowują grunt na to, co niespiesznie nadejdzie później. Brak ograniczeń w ilości znaków okazał się celnym wyborem, którego plonem jest miejsce na wątek nie tylko kryminalny, ale i społeczno-psychologiczny.

Trzon opowieści stanowią relacje małżeńskie Alvara i Manuela, a właściwie tego, co po nich pozostało. Dywagacje na temat tego, gdzie leży granica wzajemnego zaufania i wiedzy na temat partnera, z którym spędziło się ponad dziesięć lat, trwają przez wszystkie rozdziały i zwieńczone zostaną dopiero w finale. Autorka pozostawia uchylone drzwi dla różnorakich wątpliwości, nie wymaga jednoznacznych odpowiedzi i wskazania strony, po której należy się opowiedzieć.

Dolores Redondo potrafi przyglądać się swoim bohaterom w ten niezwykły sposób naznaczony potrzebą ukazania prawdy o naturze ludzkiej bez wścibskiej ingerencji w zbędną, wierzchnią warstwę tego, co oczywiste. Snując poszczególne wątki naświetla szeroki kontekst sytuacyjny, tak, by czytelnik mógł poczuć się uczestnikiem poszczególnych wydarzeń i przeżyć emocje, które są z nimi związane.

„Dam ci to wszystko” podszyte jest pięknem natury, rytmem, w którym porusza się od wieków. Wybrzmiewają w niej zainteresowania autorki mitologią baskijską, co dla mnie stanowi jeden z najważniejszych walorów tego kryminału. Droga do rozwiązania zagadki jest bezkrwawym, ale mrocznym okresem oczekiwania na starcie ze złem, które mimo iż towarzyszy nam nieustannie, jest jak mgła, która czasami staje się transparentna, a innym razem nie pozwala spojrzeć wyraźnie na własne dłonie.

Powieść w perfekcyjnym tłumaczeniu Barbary Bardadyn zasługuje na wszelkie pochwały. Bezdyskusyjnie jedna z najlepszych książek przeczytanych w tym roku idąca pod prąd wszelkim modom w literaturze.















Komentarze

  1. Dzień dobry
    Zapowiada się fajnie historia. Sporo jest tych stron, ale jeśli autor potrafi zainteresować to nie ma znaczenie ilość stron.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Manifest Bloga Pod Małym Aniołem

Gdzie śpiewają raki - Delia Owens

Wielka Panda i Mały Smok - James Norbury

Córy ziemi - Alaitz Leceaga

Córka fałszerza - Joanna Jax

Milcząc jak grób - Małgorzata Rogala

Miedziany listek - Emilia Kiereś

Nasze niebo - Sylwia Kubik

Fatalne zauroczenie - Elżbieta Gizela Erban