Gambit - Maciej Siembieda

 

W szachach (…) rywale losują, który będzie grał białymi. Wiesz czemu? (…)

- Bo kto gra białymi, ten zaczyna partię – wyjaśnił. - Ma sposobność narzucenia swojego pomysłu rozgrywki, a na dodatek kontroli przeciwnika.”


„Gambit” nie należy do najnowszych powieści. Jego premiera odbyła się w 2019 roku, co w przypadku dość specyficznego rynku wydawniczego może oznaczać już zaawansowaną starość, by w niektórych przypadkach nie użyć jakże dobitnego słowa „życie pozagrobowe”. Nawet świetne publikacje potrafią znaleźć się na cmentarzysku pod naporem miliarda nowości. Niestety dla nas wszystkich.

Recenzje tej książki wręcz wylewają się z fasad internetu. Na portalu „Lubimy czytać” otrzymała dotychczas 916 ocen i 231 opinii. Niektóre merytoryczne, inne zabawne, bo odnoszące się raczej do tembru głosu interpretującego ją lektora. Przyznam, że dawno tak świetnie nie bawiłam się, jak podczas podążania śladami historii stworzonej przez autora. Co lepsze, sami czytelnicy uczynili z niej żywą legendę.

BIAŁE czy CZARNE?

Zacznijmy od wątku osobistego. Mąż od miesięcy powtarzał mi, abym zainteresowała się WRESZCIE prozą Macieja Siembiedy. Jako człowiek o wyjątkowo miłym usposobieniu rzadko naciska, bym podzielała Jego literackie wybory. Oczywiście poczułam się zaintrygowana, jednak inne zobowiązania sprawiły, że odsunęłam realizację tej prośby na dalszy plan. „Gambit” znalazł się na półce naszej rodzinnej biblioteczki i cierpliwie czekał na swój czas.

W końcu nadeszła jego pora. Tym razem to ja grałam czarnymi i musiałam poczekać na pierwszy ruch z drugiej strony. Tak to już jest podczas pierwszego spotkania z nowym dla mnie pisarzem. Rozgrywka potoczyła się zupełnie inaczej niż przewidywałam i mój zachowawczy entuzjazm niezwłocznie został zastąpiony przez zaskoczenie, że nawet o wzniosłej przeszłości można wypowiadać się bez patetycznego echa i nudy. Okazało się, że potyczka jest niezwykle zajmująca i wyśmienicie odnajduję się na szachownicy dawnych wydarzeń. Nic nie łączy bardziej niż wspólny kierunek postrzegania rzeczywistości.

Pozwólcie, że opinia numer 232 i ocena 917 nie będą więc zbyt obszerne. Prawie wszystko w temacie zostało już wyłożone przez moich poprzedników. Mogę sobie zatem pozwolić na niczym nie skrępowany zachwyt i absolutny brak obiektywizmu.

Autor w wywiadzie dla programu drugiego Polskiego Radia stwierdził, że to życie samo napisało tę historię, a On ją jedynie opowiedział. Bogactwo zgromadzonego materiału i umiejętność operowania faktami historycznymi jest w przypadku „Gambita” znamienna. To podstawa, na której zbudowano solidną twierdzę. Moim zdaniem Maciej Siembieda odniósł tak znaczący sukces z jednego prostego powodu. Zajmuje się tym, co faktycznie jest dla niego ważne i chociaż pewnie praca nad ostatecznym kształtem książki jest męcząca i żmudna, to sam proces snucia opowieści musi być w tym przypadku fascynujący. Dzieląc się swoim doświadczeniem i sposobem, w który postrzega świat nakłada na tę powieść filtr, który najkrócej można nazwać smakiem życia. Obawiałam się, że przejmie rolę wszechwiedzącego mentora, a spotkałam się z otwartym umysłem gotowym na przyjęcie różnych strategii. Pragnę dodać jeszcze jedną myśl, która nieustannie towarzyszyła mi podczas lektury. To literatura elegancka, pozbawiona prostackich i dosłownych rozwiązań leksykalnych i fabularnych.

JEŚLI BIAŁE (NIE) ZACZYNAJĄ, TO KTO WYGRYWA?

Wikipedia informuje, iż słowo gambit pochodzi od włoskiego: gambetto i znaczy dosłownie nóżka, zaś zwrot dare il gambetto to podstawić nóżkę. Rzekłabym, że w tym przypadku uniknięto jakiegokolwiek potknięcia. Co więcej, można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że jest zupełnie odwrotnie. Główna bohaterka (niestety, nie posiadająca odzwierciedlenia w rzeczywistości) jest spoiwem pomiędzy tym, co wydarzyło się naprawdę, a fikcją literacką. Odważna, honorowa i piorunująco inteligentna. Postać Wandy Kuryło jest budującym i rzadkim przypadkiem postawienia kobiety w pozycji centralnej bez nieustającego odwoływani się do jej walorów zewnętrznych. To ogromna przyjemność móc cieszyć się lekturą napisaną z szacunkiem do czytelnika, hołdującą najlepszym pisarskim tradycjom. Do tej pory historie szpiegowskie stanowiły jedynie margines moich zainteresowań. Teraz znalazłam motywację, aby w przyszłości spojrzeć na nie łaskawszym okiem.

MAT

Oczywiście, tytuł tej powieści nawiązuje do innego znaczenia słowa gambit, jednak z pełną powagą sytuacji pominę je radosnym milczeniem. Życzę zarówno sobie, jak i Państwu, aby częściej dane było nam spotykać się w takimi postaciami i autorami.


Komentarze

  1. Napisana z szacunkiem dla czytelnika. To jest wystarczająca zachęta, aby po nią sięgnąć. Przyznam, że odpowiada mi otwartość umysłu autora, o którym Pani tutaj informuje. To musi być dobra lektura z tego co tutaj czytam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Fatalne zauroczenie - Elżbieta Gizela Erban

Błękit - Nancy Bilyeau

Kwadrans - Emilia Kiereś

Cenny motyw - Małgorzata Rogala

Krótka wymiana ognia - Zyta Rudzka

Miedziany listek - Emilia Kiereś

Ósme życie (dla Brilki). Tom 1 - Nino Haratischwili

Wilcze kobiety - Hanna Greń

Okruchy gorzkiej czekolady. Rachunek nieprawdopodobieństwa - Elżbieta Sidorowicz

Enola Holmes. Tom 3. Sprawa złowieszczych bukietów - Nancy Springer