Wachmistrz - Krzysztof Bochus

 

Pierwsze wzmianki o Gdańsku pojawiają się w „Żywocie świętego Wojciecha” datowanym na rok 999. Wyjątkowo bogata historia tego miasta sprawia, że nietrudno poczuć się nią oszołomionym. Jeśli skoncentrujemy się na podstawowych faktach dotyczących jej chronologii szybko zrozumiemy, że jak szmaciana lalka z dziecięcych zabaw wyszarpywana była wielokrotnie z rąk do rąk poszczególnych mocarstw. Niczym popkulturowa produkcja z najlepszej platformy serialowej aglomeracja ta żyła jednak swoim własnym życiem. Wbrew i na przekór wszystkiemu i wszystkim wyrosła na dumę swojego regionu i dzisiaj spacerując jej ulicami mamy wrażenie, że zawsze była tak piękna, dostojna i kolorowa. Wierzcie mi jednak, że to tylko iluzja....

Wróćmy do lat dwudziestych poprzedniego stulecia

Od 1920 roku przez dokładnie dziewiętnaście lat Gdańsk uważany był za autonomiczne terytorium (Wolne Miasto Gdańsk), co zresztą zdarzyło się nie po raz pierwszy. Wolny, a jednak uwikłany w potworne zadłużenie, nękany przez hiperinflację, kolejne strajki robotnicze, głód i przemoc. Czas wielkiego kryzysu upomniał się o większość jego mieszkańców odbijając na nich swoje diabelskie piętno. Oszczędził tylko wybrańców.

Takie tło- mocne, brzemienne od nienawiści i wewnętrznych podziałów jest już wyjątkowo dobrym wstępem do przedstawionej historii powieści pod tytułem „Wachmistrz”, a to dopiero preludium spotkania z tą historią.

Książka ta jest powieścią zbudowaną na solidnych podwalinach przeszłości, w której miejsce akcji staje się równoprawnym towarzyszem kolejnych rozdziałów. Postawione przez autora fundamenty dają szerokie spektrum możliwości dla wyobraźni czytelnika wymagającego, budując napięcie już od pierwszych stron lektury. Każdy oddech trawionego chorobą Gdańska, to jedno tchnienie mordercy i to w tej historii jest dla mnie najistotniejsze i najciekawsze. Krzysztof Bochus nie zwleka ze swoim przekazem, a wartka akcja nie daje chwili na uspokojenie emocji, potęgując z każdą przeczytaną frazą poczucie lęku i beznadziei. Ludzie, którym przyszło zmierzyć się z taką rzeczywistością są tutaj bohaterami z krwi i kości. Ulepieni z cech, które są sobie z natury przeciwstawne, doskonale dopełniają się w kolejnych poczynaniach. Jeden z nich kieruje się intelektem, drugi prawem pięści.


Tak sobie myślę, panie radco, że człowiek jest jedynym stworzeniem, które nie zgadza się być tym, kim jest naprawdę. Wydaje mu się, że jest panem wszystkiego i może żądać ciągle więcej i więcej. (…) I tak od początku do końca świata... Piekła nie trzeba szukać, panie radco. Ono jest w nas.


Nieoceniona retoryka nie zawsze zdaje egzamin w sytuacjach, gdy mierzy się z głodem i chęcią przeżycia. Czasami, jak w powyższym cytacie, najtrudniejsze kwestie najtrafniej ująć można w proste słowa. Radca Christian Abell i wachmistrz Frantz Kukulka postrzegają rzeczywistość na zupełnie innych poziomach wrażliwości, umiejętności i wiedzy, jednak w obliczu próby zmuszeni będą wyjść sobie naprzeciw we wszystkich tych aspektach. Jeśli nie znacie Państwo poprzednich książek tego autora nic nie stoi na przeszkodzie, aby zacząć od właśnie tej powieści.

To nie tylko kryminał napisany w stylu retro, to przede wszystkim wysmakowana rozrywka, szukająca równowagi pomiędzy przekazem merytorycznym, a ciekawością ludzkiej natury i otaczającego nas świata. Niezwykle aktualna, mimo iż bada wydarzenia z odległej nam przeszłości. I ten cichy bohater- wielowymiarowy Gdańsk... Oświetlany z różnych perspektyw jest zupełnie inny od miasta, które znacie z wycieczek i przewodników. Zapewniam, że to będzie niezwykłe literackie spotkanie ze złem czającym się z najmniej spodziewanych zaułków.

Komentarze

  1. Brzmi zachęcająco, to budowanie napięcie. Uwielbiam emocje, to one sprawiają, że czytelnik jest zainteresowany książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w dodatku książka jest napisana na wysokim poziomie. To cieszy:-)

      Usuń

Publikowanie komentarza