Pod naszym niebem - Sylwia Kubik

Kiedy byłam nastolatką najlepiej pocieszała mnie „Jeżycjada” Pani Małgorzaty Musierowicz. To właśnie wtedy nauczyłam się, że mimo tego, iż na niektóre sprawy w życiu nie mam żadnego wpływu, w chwili smutku i zwątpienia mogę zatopić się w swoim własnym świecie, gdzie pocieszenie spłynie na mnie zawsze z taką samą mocą dobrych słów.

Dzisiaj chciałabym wręczyć debiutancką powieść Sylwii Kubik sporej grupie osób...

Książkę dostałam dość dawno, ale zawsze coś stawało mi na drodze, aby zacząć lekturę. NAPRAWDĘ chciałam przeczytać. Nie jestem zbyt uduchowiona, ale tym razem chyba muszę przyznać, że ta powieść sama wybrała sobie swój czas w moim życiu.

Dwa tygodnie temu niespodziewanie przyszło mojej szkolnej społeczności pożegnać jedną z nauczycielek. Cudowną, ciepłą osobę w sile wieku. Jej nagłe odejście złamało nam wszystkim serca. Po pogrzebie nie mogłam znaleźć sobie miejsca, żadna książka z domowej biblioteczki nie była w stanie ukoić mojego potężnego smutku i żalu. Wtedy właśnie znalazłam „Pod naszym niebem”. Już po kilku stronach wiedziałam, że nie mogłam lepiej trafić. Nie chodzi o samą fabułę, ponieważ podobnych historii na rynku wydawniczym jest sporo, ale o ciepło emanujące z każdego wersu. Sylwia Kubik posiada niezbyt częstą umiejętność przekazywania dobrych emocji w naturalny, szczery, ale i intensywny sposób. Rzadko zdarza się, aby ktoś kwestie wiary potrafił wpleść w fabułę tak, aby nie pojawiła się ani jedna fałszywa, moralizatorska nuta. Można nie być katolikiem, ale odszukać w tej powieści pocieszenie, ponieważ niektóre wartości są uniwersalne bez względu na wszystko i każdemu przyniosą ulgę i nadzieję.

„Pod naszym niebem” tętni życiem, zachęca, by za pośrednictwem zwyczajnych, codziennych spraw kolejny raz uwierzyć, że warto... żyć.

Dobrze skonstruowany debiut, przemyślany i nie popadający w patetyczne tony. Mądrość tej powieści tkwi w jego niewymuszonej prostocie i umiejętności spojrzenia na otaczający świat z czułością. Nie zawsze trzeba górnolotnych słów, by podać komuś pomocną dłoń. Wystarczy napisać tak, jak się samemu czuje.

Zabiorę we wrześniu do pracy, aby podzielić się magią dobrego słowa. Sama pierwszego września sięgnę po drugi tom. Niech dobra energia idzie w świat.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Miedziany listek - Emilia Kiereś

Kwadrans - Emilia Kiereś

Cenny motyw - Małgorzata Rogala

Wiatr ze wschodu. Czas białych nocy - Maria Paszyńska

Narzeczona z getta - Sabina Waszut. RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Winne miasto - Zofia Mąkosa

Na moment przed świtem & Ostatnia iskra nadziei - Magdalena Wala

Dolina nadziei - Zofia Mąkosa

Przepowiednia - Emilia Kiereś (recenzja patronacka)