Święto Karkonoszy - Sławek Gortych

 


Odwaga to działanie pomimo strachu.

Sięgając w lutym 2026 roku po pierwszy tom serii karkonoskiej nie miałam żadnych oczekiwań. Książki poleciła mi osoba, którą bardzo lubię, więc miałam do nich pozytywne nastawienie. Myślę, że sytuacja, w której się wtedy znalazłam była wyjątkowo komfortowa, ponieważ w mojej głowie pojawiła się biała kartka, którą kolejne części Schronisk wypełniały stopniowo same. Pierwsze wrażenie było dobre i z przyjemnością pochłonęłam wszystkie dostępne wtedy powieści. Największą zaletą tego cyklu jest fakt, że został zrodzony z prawdziwej miłości do gór. To nie są historie stworzone dla pieniędzy ani z potrzeby zaistnienia w mediach i to się czuje.

Skąd to wiem?

Przeczytałam uważnie wszystkie książki autora.

Sławek Gortych od samego początku swoich opowieści stawia na jasno określone ideały moralne, które i mnie są bliskie. Budując swój literacki świat dzieli ludzi na dobrych i złych nie zapominając o tym, że tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Nikogo nie wyśmiewa, nie piętnuje za to, że musiał dokonywać trudnych wyborów w czasach, w których Polska stawiała pierwsze kroki po II wojnie światowej. Co imponuje i wyróżnia pisarza z tłumu to fakt, że nie wstydzi się swoich przekonań, niczego nie chowa za plecami. Nazwałabym go twórcą z dobrze wykształconym kręgosłupem moralnym. Świetnie orientuje się w historii opisywanych obszarów i potrafi czerpać z losów ludzi związanych z Karkonoszami. Oddaje głos tym, którzy nieczęsto pojawiają się w telewizji czy prasie, bo ich los nie przystaje do wymagań przeciętnego współczesnego odbiorcy, a przynajmniej tak się wydaje tym, którzy kreują trendy. Od samego początku jest blisko prawdziwego życia, poruszając kwestie do dziś zapomniane lub zbywane milczeniem w szerszej przestrzeni medialnej takie jak przynależność konkretnych ziem do danego państwa na przestrzeni wieków. Każda książka zaopatrzona jest w bogate posłowie motywujące wybrane wydarzenia, które faktycznie miały miejsce lub zostały wymyślone na potrzeby fabuły. Niezwykle cenię sobie tę część pracy Gortycha i za każdym razem wyczekuję chwili, w której będzie pora, aby ją przeczytać.

Najnowsza powieść to „Święto Karkonoszy” (maj, 2026). Jej struktura jest zbliżona do poprzednich części cyklu i nie będzie zaskoczeniem dla odbiorców. Nowością są za to przedruki prasowe otwierające każdy rozdział. Wywodzą się z czasów powojennych i znacznie uatrakcyjniają opowieść o tamtych czasach. Jako osoba lubiąca dokładne badanie tła historycznego jestem tym pomysłem mile zaskoczona. Nie wiem, jak pozostali czytelnicy, ale ja z ogromną ciekawością przestudiowałam każdą z tych notatek. To zadziwiające, jak bardzo od tamtych czasów zmienił się zarówno sam język, jak i poziom dziennikarstwa. Czy propaganda wyzierająca z każdego niemal zdania miała przełożenie na sposób myślenia przeciętnego Polaka? Czy różnica między tym, jak nasz kraj wyglądał na papierze, a jak w rzeczywistości irytował odbiorców tych publikacji? Nie odpowiem na te pytania, by nikomu nie zepsuć lektury, jednak mam nadzieję, że specyficzny styl pisania tych artykułów sprawi, że wszyscy zastanowimy się nad rolą mediów w naszej codzienności. Czasami patrząc na coś odległego zaczynamy wyraźniej widzieć to, co bardzo bliskie.

Jak zwykle u Sławka Gortycha, poruszamy się po dwóch liniach czasowych - aktualnej i tej sięgającej wczesnych lat powojennych. To bardzo popularny zabieg w literaturze, jednak często okazuje się dość męczący dla odbiorcy. Zawsze istnieje bowiem ryzyko, że mnogość wątków przygniecie to, co najważniejsze dla fabuły, a czytelnik nie odnajdzie się w tej złożonej przestrzeni. Ten pisarz ma jednak talent do snucia opowieści i łączenia tego, co było z tym, co dzieje się aktualnie. To piąta książka autora i czytając je bezpośrednio po sobie mam jasne wnioski na temat progresu, którego dokonał. „Święto Karkonoszy” może poszczycić się lepszym poziomem literackim i chociaż wciąż zdarzają się porównania, które najchętniej bym wykreśliła, to jest ich zdecydowanie mniej niż wcześniej. Sławek Gortych nie tworzy literatury pięknej i to należy sobie jasno powiedzieć. Ma jednak zacięcie do stawiania celnych pytań i odważnego spojrzenia prawdzie historycznej w oczy. Jest mistrzem oddawania górskiego klimatu i nie przesadzę, jeśli napiszę, że pod wpływem serii karkonoskiej poczułam się, jakbym sama przemierzała opisywane szlaki. Moim zdaniem łączy ludzi, odnajdując w nich to, co najlepsze. Nie bez powodu ma tylu zwolenników. Długo nie zapomnę sceny, w której jeden z bohaterów zastanawia się nad przynależnością do ziemi, na którą rzucił go los. Ile trzeba gdzieś mieszkać, by poczuć się jak u siebie? Czy moment, w którym mamy już przodków spoczywających na pobliskim cmentarzu czyni nas ludźmi „stąd”?

Reasumując, to seria kryminalna na dobrym poziomie z jasnym przesłaniem i ogromnym sercem do Karkonoszy. Według mnie pasja przebijająca z każdej części tej serii sprawia, że pokochało ją aż tylu czytelników. Mówią, że prawda broni się sama. W tym wypadku muszę się z tym zgodzić.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Naznaczony - Robert Galbraith

Kwadrans - Emilia Kiereś

DJ Bambi - Olafsdottir Ava Audur

Miedziany listek - Emilia Kiereś

Enola Holmes. Tom 3. Sprawa złowieszczych bukietów - Nancy Springer

Nasze niebo - Sylwia Kubik

Żądło - Paul Murray

Dziewczyna z jeziora - Joanna Parasiewicz

Sztorm - Daria Kaszubowska / SAGA KASZUBSKA tom. 1

PODZIĘKOWANIA !