Naznaczony - Robert Galbraith
(…) zatem kończy się gra,
Która nie powinna była się zacząć.
A.E.Housman
XVI. The Culprit, z tomu Last Poem
„Naznaczony” („The Hallmarked Man”) stanowi ósmy tom kryminalnych łamigłówek Robin Ellacott oraz Cormorana Strike’a. Dotychczas seria stworzona przez J.K.Rowling pod męskim pseudonimem (Robert Galbraith) cieszyła się sporym uznaniem czytelników na całym świecie.
W internecie można znaleźć wiele zapytań o termin publikacji następnej części, bez względu na to, o który tom aktualnie chodziło. Za każdym razem wyjawienie nowego tytułu i związanej z nią tematyki budziło naprawdę duże emocje i zainteresowanie.
Należy podkreślić, jak wiele osiągnęła autorka, nie tylko utrzymując się na liście najpoczytniejszych powieściopisarzy przez wiele lat po wydaniu pierwszej powieści, ale i znajdując niszę, która pozwoliła jej przekonać do siebie kolejnych odbiorców. J.K.Rowling tworząc wcześniej przez wiele lat uniwersum Harrego Pottera osiągnęła niewyobrażalny wręcz sukces, który z osoby borykającej się z problemami finansowymi i psychicznymi pozwolił jej całkowicie odmienić swoje życie. Książki o czarodzieju Harrym sprzedały się w ponad 600 milionach egzemplarzy i zostały przetłumaczone na 85 języków. Jest to najlepiej sprzedająca się seria czytelnicza w historii. To fakt, z którym nie sposób dyskutować najbardziej zażartym przeciwnikom brytyjskiej pisarki.
Doskonale znam wszystkie napisane przez J.K.Rowling historie i wiem także, że próba wydania powieści pod innym nazwiskiem spotkała się początkowo z odmową kilku wydawnictw.
Z pewnością mogło to być deprymujące i doceniam hart ducha i wiarę we własne umiejętności, które doprowadziły do szczęśliwego finału nowych literackich pomysłów. Jestem przekonana, że ta autorka ma zdecydowanie inne cele poza tymi oczywistymi, widocznymi dla czytelników jej pojedynczych książek. Ona nie musi walczyć o pozycję na rynku, pieniądze czy czyjekolwiek uznanie. Moim zdaniem znajomość całej serii o Cormoranie i Robin daje podstawy by sądzić, iż Rowling przede wszystkim ma potrzebę jasnego i głośnego wskazania aktualnej sytuacji polityczno-społecznej. Jej wypowiedzi są rozległe, wyczerpujące i włożone w usta wielu postaci, często silnie przerysowanych, by osiągnąć lepszy efekt. Chociaż te zabiegi dają zwykle do myślenia, czasami można by przypuszczać, że Rowling (vel Galbraith) miewa ciągotki moralizatorskie i swoją prozą próbuje wpłynąć na poprawę ludzkich zachowań.
Ósmy tom ukazał się pod koniec 2025 roku i naprawdę nie mogłam doczekać się polskiego dnia premiery. Dostrzegając wszelkie słabe strony cyklu pozostawałam wierną fanką, skłonną wybaczać drobne niedociągnięcia i wyolbrzymione elementy tego literackiego krajobrazu.
Niestety, będąc świeżo po lekturze najnowszej części muszę częściowo zweryfikować swój pogląd na temat całej serii. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek inna książka tak obnażyła słabości autora, jak w przypadku właśnie tego kryminału.
„Naznaczony” liczy sobie prawie tysiąc stron. Zwykle nie miałam problemu z tak obszernym tekstem i z żalem zamykałam kolejne książki po ostatniej przeczytanym rozdziale. Tym razem pierwszych pięćset stron okazało się prawdziwą męczarnią. Gdyby to ode mnie zależało, pozbyłabym się znacznej części tego tekstu ze względu na zbędne wątki i powtarzalność części motywów. Zarzuty te najłatwiej udowodnić na podstawie relacji pomiędzy samymi detektywami. To, co wcześniej było niedopowiedziane pomiędzy Robin, a Cormoranem, tu rozkładane jest na części pierwsze. Dokładna wiwisekcja uczuć, gestów i słów nie tylko w kontekście teraźniejszości, ale i przeszłości stanowi jedynie zbędny balast dla prowadzonej sprawy. Zastanawiam się, jakim cudem z tak unikatowej więzi, która wybijała się na tle setek innych kryminałów, do ósmej części dotrwała jedynie niezbyt dojrzała i raczej irytująca forma uzależnienia zawodowo-emocjonalnego?
Moim zdaniem z miłością ma to już niewiele wspólnego, chociaż być może ta właśnie ułomność w prowadzeniu zdrowych relacji współczesnych ludzi miała być zaznaczona i napiętnowana?
Tego nie wiem i prawdę powiedziawszy nie jestem już zainteresowana odpowiedzią na to pytanie. Czuję jedynie zmęczenie, rozczarowanie i przesyt tym tematem.
Przechodząc dalej, chciałabym odnieść się do mnogości postaci, wątków i potencjalnych rozwiązań prowadzonych przez zespół Cormorana i Robin spraw. Według mnie ilość ta jest zatrważająca, jednak uczciwie należy przyznać, że tak właśnie było już od „Wołania kukułki”, czyli otwarcia tej serii. Czytając naprawdę należy całkowicie oddać się lekturze, by później nie stracić orientacji, kto jest kim i dokąd zmierza kolejny etap śledztwa. Równocześnie brakuje mi rozwinięcia tak bardzo oczekiwanego wątku sekretarki, której specyficzne poczucie humoru wielokrotnie wznosiło opowieść na zupełnie inny poziom przyjemności. W „Naznaczonym” Pat jest po prostu za mało i bardzo tęsknię za jej postacią.
Smuci mnie także, że Londyn, tak wcześniej obecny w tych powieściach, tym razem znika pod ciężarem wszelkich innych spraw. Jest tłem, niestety, szarym, burym i niezwykle ponurym.
J.K.Rowling mówi o kwestiach ważnych, nie boi się trudnych tematów, jednak w „Naznaczonym” nagromadziło się ich tak wiele, że żadna nie wybija się ostatecznie na pierwszy plan. Jak bowiem na kartach jednej powieści omówić problem przemocowych mężczyzn, nierówności społecznych, alkoholizmu, przemocy seksualnej, nadużyć i przekłamań mediów, handlu ludźmi, masonerii, przemysłu pornograficznego, czy oczekiwań społecznych w stosunku do kobiet?
Jestem zdania, że lepiej byłoby skupić się na mniejszej ilości tak złożonych problemów niż jedynie zasygnalizować ich istnienie.
Dwieście ostatnich stron „Naznaczonego” charakteryzuje się szybkimi zwrotami akcji. Gdyby cała powieść była prowadzona w tak logiczny i przejrzysty sposób z pewnością z niecierpliwością czekałabym na kolejne części przygód dwójki dotąd moich ulubionych detektywów.
Na zakończenie chciałabym odnieść się do języka i tłumaczenia. Do tej pory nigdy nie miałam w tej materii żadnych zastrzeżeń. Tym razem jestem zmęczona niezbyt wysublimowanym poziomem tej książki. Nie wiem, czy wcześniej pojawiały się tak skomplikowane zdania wielokrotnie złożone (a może nie zwróciłam na to uwagi?), że czasem obejmowały aż osiem linijek.
W ósmej części tej serii przejrzystość wypowiedzi niejednokrotnie została zaburzona i aby zrozumieć sens, musiałam wracać do początku wersu. Przekład niektórych idiomów pozostawia także sporo do życzenia, jak chociażby w zdaniu, w którym Cormoran mówi, że „wolałby zjeść swoje stopy” niż coś zrobić. Jestem pewna, że można było przetłumaczyć to zdecydowanie lepiej, szczególnie pamiętając o tym, że detektyw miał tylko jedną własną stopę, a po polsku naprawdę nikt tak nie mówi…
Przekład jest bardzo nierówny i moim zdaniem lepszy w drugiej części książki. Czyżby Anna Gralak również umęczyła się otwarciem „Naznaczonego”?
Robert Galbraith tym razem bardzo mnie rozczarował i to na wielu poziomach. Doceniam drobnostki, takie jak opatrzenie każdego rozdziału doskonałym cytatem, z którego i ja pozwoliłam sobie skorzystać na początku recenzji.
Nie podoba mi się także okładka, na której sylwetki głównych bohaterów zostały zdeformowane. Cormoran w spodniach rurkach? To można wytłumaczyć jedynie wykorzystaniem stocków, co potwierdza opis wewnątrz okładki. Oczywiście powstała grafika idealnie wpisuje się w stylistykę całej serii, ale myślę, że można wymagać więcej dla tak dobrze sprzedającego się tytułu.
Dla mnie to największe rozczarowanie czytelnicze 2025. Mocno trzymam kciuki, aby następna powieść była lepsza, jednak obiecałam sobie, że jeśli będzie tak rozczarowująca jak „Naznaczony”, to odłożę swoją lojalność głęboko na dno szafy i po prostu porzucę lekturę. Mam poczucie zmarnowanego czasu i ogromny żal, że moja ulubiona seria zmierza w taką, a nie inną stronę.
Polecam przede wszystkim fanom serii, a Państwa odsyłam do przyjemnego kontaktu z początkowymi śledztwami Robin i Cormorana.

Dzień dobry
OdpowiedzUsuńPani Kasiu niestety takie rozczarowanie się zdarzają i wiem jak to jest, gdy poprzednie książki były świetne a tutaj się czeka na kolejny tom i potem jest niedosyt, niedowierzanie, bo się okazuję, że kompletnie nie jest to to na co liczyliśmy. Natomiast tej serii nie znam i nawet nie miałam pojęcia, że to Harry Potter były napisany przez autorkę. Przyznam, że nie czytałam ani strony. Nie przepadam za taką lekturą. Liczę, że kolejne spotkanie z książka autorki będzie udane dla Pani.
Miłego dnia 😊
Nie można przeczytać wszystkiego, ale cieszę się, że udało mi się przemycić kilka dodatkowych wiadomości o autorce. Pozdrawiam serdecznie:-)
UsuńPo 350 słowach nadal ani śladu recenzji. Nie chce mi się czytać dalej. Zaproszenie do przeczytania recenzji, które skutkuje tym, że muszę przeczytać najpierw to, co i tak już wiem - kto napisał, jak się sprzedaje. YHHHHHHH....
OdpowiedzUsuńSzanowny Anonimie:-)
UsuńPoważnie traktuję tylko i wyłącznie osoby, które mają odwagę wyrazić swoje zdanie pod własnym imieniem i nazwiskiem. Jesteś w błędzie- absolutnie NIE musisz niczego czytać. To Twój czas, Twoje życie i Twoje wybory. Mnie interesuje zawsze szersze tło niż sama fabuła i bardzo dziwią mnie osoby, które mają na oczach klepki prowadzące wąską dróżką. Ten nudny i przydługi wstęp jest moim hołdem dla dokonań autora i próbą zmierzenia się z faktem, że pierwszy raz oddał w ręce czytelników słabą powieść. Jak widzisz opublikowałam Twój komentarz i przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia. :)